Strona Główna ˇ Forum ˇ Zdjęcia ˇ Teksty ˇ Szukaj na stronieCzwartek, Październik 22, 2020
Nawigacja
Portal
  Strona Główna
  Forum
  Wszystkie teksty
  Mapa serwisu

Ilustracje
  Galeria zdjęć
  Album
  Stare mapy
  Stare pieczęcie

Teksty
  Historia
  Przodkowie
  Czasy Pawlikowskich
  Czasy przedwojenne
  II wojna światowa
  Po wojnie
  Zasłużeni Milnianie
  Adolf Głowacki:
Milno - Gontowa
  Ze starych gazet

Plany zagród
  Mapka okolic Milna
  Milno - Bukowina
  Milno - Kamionka
  Milnianie alfabetycznie
  Gontowa
  Gontowianie alfabetycznie

Literatura
  papierowa
  z internetu

Linki
  Strony o Kresach
  Przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe

Konktakt
  Kontakt z autorami

Na stronie
Milno na Podolu
Najnowszy użytkownik:
kasiazal
serdecznie witamy.

Zarejestrowanych Użytkowników: 147
Nieaktywowany Użytkownik: 1

Użytkownicy Online:

maria 3 tygodni
pawelm10 4 tygodni
Kazimierz 4 tygodni
zenekt14 tygodni
michou14 tygodni
kasia3117 tygodni
artdeco92620 tygodni
MarianSz27 tygodni
tigersan30 tygodni
maciejm31 tygodni

Gości Online: 2

Twój numer IP to: 34.234.223.229

Artykuły 330
Foto Albumy 63
Zdjęcia w Albumach 1866
Wątki na Forum 40
Posty na Forum 109
Komentarzy 535
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Zagłosuj na nas

KRESY

cz.08 - Lata bezprawia, mordu i pożogi (1)
Adolf Głowacki:
"Milno - Gontowa. Informacje zebrane od ludzi starszych - urodzonych na Podolu, wybrane z opracowań historycznych i odtworzone z pamięci". Szczecin 2009
Część 8.


LATA BEZPRAWIA, MORDU I POŻOGI
(1)


Naród polski cieszył się wolnością zaledwie 20 lat. 27 sierpnia 1939 roku nocą, goniec wyrywa ze snu wiele rodzin i wręcza mężczyznom wezwania mobilizacyjne, z nakazem natychmiastowego stawiennictwa w punkcie zbornym. Koło sołtysa tłumy ludzi. Krótkie sprawdzenie obecności, pospieszne pożegnania, płacz kobiet oraz wystraszonych dzieci i wozy z piosenką Wojenko, wojenko cóżeś ty za pani - oddalają się w kierunku Załoziec.

O brzasku zapada cisza. Powiało smutkiem i umilkły śpiewy. Wioski ledwie zdążyły zaleczyć rany I wojny, stanęły przed nowym zagrożeniem.

1 września od zachodu wdzierają się do Polski dywizje niemieckie, a 17 od wschodu rosyjskie. Polska opuszczona przez sprzymierzeńców, skazana zostaje na zagładę, co po miesiącu obrony, staje się faktem. Następuje czwarty rozbiór Polski z granicą na Bugu.

Podole zajmują Rosjanie i rozpędzają kilkudniową "Samostijną" (Niepodległa Ukraina). W okresie przejściowym do głosu dochodzą bandy ukraińskie, które atakują i mordują małe grupy żołnierzy i cywilów polskich, przedzierających się w kierunku Zaleszczyk i Rumunii. Z ich rąk zginął Józef Hawryszczak 69B i Jan Marcinków 146B.

Rosjanie od razu zwołują we wsi zebranie i tłumaczą jakie to szczęście nas spotkało. Zostaliśmy wyzwoleni z jarzma panów i obszarników. Przynoszą nam wolność, świetlaną przyszłość i dobrobyt. To ostatnie trochę się oddala, ale faktem staje się wolność chwalenia radzieckiej władzy i ojca narodów towarzysza Stalina.

Okupant zaczął wprowadzać ustrój sprawiedliwości ludowej, od wysokich obowiązkowych dostaw płodów rolnych, terroru, aresztowań i wywozu Polaków na Sybir.

W pierwszej kolejności zamknęli w więzieniach i zesłali ludzi światłych i zamożnych. Pod hasłami wyzwolenia społecznego, przystąpili do "odcinania narodowi głowy". Do głosu doszli Żydzi i Ukraińcy, którzy jak mogli wspierali ten proces.

U nas zamknięto w więzieniu NKWD w Załoźcach, Jana Zaleskiego 63 z Bukowiny i Jana Zaleskiego 66 z Kamionki. Zarzucono im z podszeptu Ukraińców, wrogą działalność na rzecz ZSRR. Pierwszy był sekretarze gminnym do 1935 roku, drugi do końca działaczem chłopskim. Przez pół roku trzymano ich zimą w celi bez szyb i torturami usiłowano wymusić przyznanie się do absurdalnych zarzutów. Wrócili schorowani i z licznymi odmrożeniami. Długo kurowali się nim wrócili do zdrowia. Janowi 66, przed wojna, przypinano łatkę komunisty, teraz okazało się, że jest wrogiem ludu i antykomunistą.

W 1940 roku, ruszyła masowa deportacja osadników wojskowych i tych, którzy w 1920 roku walczyli z Rosją. Nie ominęła też Milna.

Z kolonii leśnej wywieziono trzy rodziny polskie i jedną ukraińską. Byli to ludzie biedni, a takich ta władza obiecywała chronić. Skalali się jednak walką z młodym państwem radzieckim, więc musieli ponieść karę. Z Parcelacji za to samo, deportowali Antoniego Deca 159K. Do wywozu wyznaczony był też Mikołaj Zawadzki 8B i Józef Łoik 135K. Wywożono wszystkich członków rodzin, łącznie z niedołężnymi starcami i niemowlętami.

Resztę wysokimi kontyngentami i strachem, próbują wtłoczyć do kołchozów. Ta akcja obejmowała Polaków i Ukraińców. Ludność do końca się jednak nie poddała. W tym wypadku panowała jednomyślność.

W szkole zaczyna się walka z religią i propagandowe ogłupianie dzieci. Każą np. wołać "Boże daj kanfiety (cukierki)" - i nic. Na taką prośbę do Stalina, wnoszono w koszu słodycze, bułki i jakieś drobiazgi.

Na szczęście nie zdążyli zrealizować wszystkich planów, ale plebiscyt się odbył. Głosowanie wykazało, że 99,9 % ludności jest za władzą radziecką i przyłączeniem tych ziem do Związku Radzieckiego.

22 czerwca 1941 roku, zaprzyjaźnione dywizje hitlerowskie przekraczają Bug. To był straszny cios dla Rosjan. Zupełne zaskoczenie. Zawiódł najlepszy sojusznik i metodą rosyjską, zakpił sobie z wszelkich umów. Przez wieś przewalają się kolumny wojsk sowieckich. Wszystko w panicznej ucieczce ciągnie na wschód. W lesie na Skałce pod Ditkowcami, próbują stawić czoła Niemcom, ale zostają kompletnie rozbici. Ci niedawni "pogromcy" wojsk polskich, zatrzymali się jak wiadomo, dopiero pod Moskwą.

Ukraińcy wykorzystują wkroczenie Niemców i znowu ogłaszają Samostijną. We Lwowie powołują rząd, w cerkwiach odprawiane są dziękczynne nabożeństwa. Tworzą też ukraińską policję. Kres temu kładą władze niemieckie. To był duży zawód. Ukraińskie podziemie na ich zlecenie, przez całe dwudziestolecie, prowadziło w Polsce szeroko zakrojoną działalność dywersyjno-sabotażową. Liczyli, że za to Niemcy utworzą Niepodległe Państwo Ukraińskie. Hitler miał jednak inne plany. Niemcy na obszarze Galicji utworzyli Generalne Gubernatorstwo. Resztę włączyli do Rzeszy. Granica przebiegała wzdłuż dawnej austriacko-rosyjskiej. U nas granicy strzegły placówki mieszczące się w gontowieckiej szkole i na plebanii w Bukowinie.

W Gubernatorstwie ludność obłożono (Ukraińców też) wysokimi kontyngentami. Dla swoich potrzeb, pod groźbą więzienia lub obozu koncentracyjnego, nie wolno było zabić nawet kury. Aby zdemoralizować społeczeństwo, za dostawy płacili wódką. Do wioski co rusz wpadało gestapo, aby przyspieszyć dostawy. Wyszukiwali też i niszczyli żarna. Ponieważ wyznaczyli do przemiału bardzo małe ilości zboża, ludzie na żarnach to uzupełniali.

Z wszystkich kościołów zabrali dzwony. Gontowa swój nocą zdjęła i zakopała. U nas zabrali duży, a mały też został ukryty. Obydwa do dziś spoczywają w ojczystej ziemi.

Niemcy nie tylko utworzony przez Ukraińców rząd rozwiązali, ale głównego przywódcę Banderę, premiera Stećkę i większość ministrów aresztowali i osadzili w obozie. Rozwiązali też ukraińskie bataliony 'Nachtigal' i 'Roland'.

Ukraińcy już wcześniej, utworzyli Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Szczególnie groźny był odłam Stepana Bandery. Ponieważ pertraktacje z Niemcami nic nie dały, postanowili działać na własną rękę. W tym celu powołali Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), która uznała, że główną przeszkodą do utworzenia państwa są Polacy, więc trzeba ich zlikwidować. Fakt, że Polska wówczas nie istniała, zupełnie pominęli.
A oto dowództwo tej ludobójczej formacji:

Roman Szuchewycz ps.Czupryunka

- dowódca

Dmytro Hrycaj ps.Perebyjnos

- szef sztabu

Ratysław Wołoszyn ps.Pawłenko

- dowódca zaplecza

Josyf Pożyczaniuk ps.Szablak-Suhaj

- kierownik Polit.

Mykoła Łebed ps.Ruban

- szef służby bezp.

Ojciec Iwan Hrynioch

- główny kapelan.



Dowództwo podlegało Stepanowi Banderze ps.Siryj (syn popa), który kierował całością z obozu.

Na rozkaz Bandery, pod dowództwem mordercy Szuchewycza i z błogosławieństwem ojca Hryniocha, sotnie UPA runęły na polskie wioski. Znowu jak za Chmielnickiego, łuny objęły kresową ziemię. Pierwsze wsie zapłonęły na Wołyniu, na przełomie 1942 i 1943 roku. Pierwszego mordu dokonano w Oborkach 31 listopada. Ofiarą sotni UPA padło wówczas 71 osób. Wkrótce rzeź objęła cały Wołyń i wschodnią Galicję.

Do nas wiadomości o mordowaniu Polaków, zaczęły docierać w pierwszych miesiącach 1943 roku. Nieco później dotarli też pierwsi uciekinierzy, którzy potwierdzili tę straszną prawdę. Wszędzie gdzie Polacy nie zdążyli zbiec w porę, ginęli. Ich dobytek był rabowany, a zabudowania palone. Polskie wsie równano z ziemią.

Straszliwej rzezi dokonali banderowcy w klasztorze dominikanów w Podkamieniu. Skryła się tam okoliczna ludność polska z nadzieją, że obroni ją miejsce i grube mury. Banda i SS Galizien istotnie przez dwa dni nie zdołała sforsować klasztoru. Uciekli się więc do podstępu. Zagwarantowali wszystkim nietykalność, jeżeli dobrowolnie opuszczą klasztor. Gwarancję dał też komendant garnizonu niemieckiego. Gdy Polacy zaczęli wychodzić, przystąpili do mordu. Część ludzi wrzucono do głębokiej studni klasztornej. Zginęło 250 osób. W okolicy Podkamienia zamordowano 600, w tym w Palikrowach 300 -jak podaje E.Prus. Ten sam oddział SS Galizien, zwołał zebranie na łące za wioską. Tam Polaków oddzielono od Ukraińców i zamordowano.

22 lutego 1943 roku, banda zamordowała 131 Polaków w położonej za Gontową Berezowscy Małej. Atak nastąpił nocą. 30 osób spalili w oborze Sesiuka, a ośmioosobową rodzinę Kwaśnickich, powiązanych drutami, w spichrzu. Siedmioro dzieci wdowy Tomków, porąbali na kawałki. Nowakowskiemu odrąbali głowę. Paulinę Ciurys przerżnęli w poprzek piłą. Trzyletniego syna Kurylczuka trzymali nadzianego na bagnecie, aż miotające się dziecko w krzykach i bólach skonało. Jana Szymków rozpruli, owinęli słomą i spalili.

To barbarzyństwo opisał naoczny świadek Władysław Kubów, w książce rPolacy i Ukraińcy w Berezowicy Małejr1;.

Nie rzadkie były wypadki mordowania ludzi zgromadzonych w kościołach. Taki los spotkał Kołodno, Netrebę i Nowiki,. W Kołodnie 14.07.1943 roku w ciągu 2 godzin, zginęło 500 osób, a wieś i kościół zostały spalone.

Podobny los spotkał mieszaną wieś Ihrowicę k.Tarnopola. Atak przypuścili 24 grudnia 1944 roku, gdy ludzie zasiedli do wieczerzy wigilijnej. Zginęło 80 Polaków, w tym ksiądz z rodziną. Ten ksiądz był wzorem służby i ofiarności innym. Miał przygotowanie medyczne i leczył zarówno Polaków jak i Ukraińców. Był na każde zawołanie w dzień i w nocy. Dzicz hajdamacka okrutnie mu się za to odwdzięczyła. Tę tragedię opisał jej mieszkaniec i świadek Jan Białowąs, w książce "Wspomnienia z Ihrowicy na Podolu". Ten dramat rozegrał się już za władzy rosyjskiej.

Takie przykłady można mnożyć bez końca, bo nie było wsi w której nie polała by się polska krew. Przytoczę jeszcze tylko zagładę Huty Pieniackiej w pobliżu Podkamienia. Ukraińcy napadli nocą. Tym razem oddział 1500 żołdaków SS Galizien razem z bandą, zaatakowali o 6 rano. Chodziło o zaskoczenie, bo wieś była dość dobrze uzbrojona. Polacy nie otwierali ognia ze względu na wojsko. Banda szła z tyłu. Od razu rozpoczęli rzeź, ale większość spędzili do kościoła. Tam wybierali ważniejszych mieszkańców, wyciągali na plac i bestialsko mordowali. Gdy już wszystko było zagrabione, około godziny 14, wyprowadzili resztę po 40 - 50 osób, wtłoczyli do budynków i podpalili je. W strasznych niewyobrażalnych mękach, zginęło 868 Polaków.Po wiosce ślad nie został.

Zagładę Huty Pieniackiej, Podkamienia, Wicynia pow. Złoczów, Siemianówki pow. Lwów i innych miejscowości, opisał Władysław Korman w książce "Nieukarane zbrodnie SS Galizien z lat 1943 -1945".

W ten i podobny sposób, zginęło w pobliżu tysiące Polaków. Krwiożercze bandy prześcigały się w wyszukiwaniu takich sposobów uśmiercania, aby przedłużyć cierpienia. Zastrzelenie było łaską.

Obcinano uszy, piersi, nogi i ręce, wydłubywano oczy, wyrywano języki, obdzierano z rąk skórę (rękawiczki), rozrywano końmi, obcinano głowy, przeżynano piłą, palono, wrzucano do studni, wbijano na pal i ćwiartowano. Kobietom ciężarnym wypruwano płód i miażdżono go. Dzieci wbijano na sztachety, rozdzierano za nogi lub cięto w sieczkarniach. Władysław Łuciów pisze, że banderowcy stosowali 350 tortur, kończących się śmiercią.

Jeden z Ukraińców oburzył się, że używam określenia rdzicz ukraińskar1;, bo to kulturalny naród. Skoro tak, to skąd te barbarzyńskie czyny? Dotyczy to oczywiście Ukrainy zachodniej bo wschodnia nie miała z tym nic wspólnego.

Barbarzyństwo ukraińskich nacjonalistów dokonane na ludności polskiej, nie ma odpowiednika w Europie ani w cywilizowanym świecie. Niestety ta zbrodnia przeciw ludzkości, nie została przez Świat ukarana ani potępiona. Potępiono hitlerowców i stalinowców, a Ukraińcy stawiają mordercom pomniki. Mało tego. Sam prezydent Ukrainy, deklarujący przyjaźń z Polską, odznaczył pośmiertnie największego mordercę naszego narodu, dowódcę UPA Romana Szuchewycza, najwyższym odznaczeniem ukraińskim, Orderem Bohatera Ukrainy. Szokująca to przyjaźń. Tym czynem podniósł nacjonalistów do rangi bohaterów narodu.

Nie możemy mieć żalu do innych, skoro nasze władze jak dotąd, nie zajęły w tej kwestii zdecydowanego stanowiska. Czy polska krew którą nasiąkły ziemie Podola i Wołynia jest gorsza od krwi ofiar obozów hitlerowskich i łagrów stalinowskich? Czy na gloryfikacji morderców kresowego ludu, mamy budować pojednanie z Ukrainą?



poprzednia
część

 

 

Adolf Głowacki:
Milno - Gontowa

 

 

następna
część



Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Copyright ©Grupa Przyjaciół Milna. Wykonanie: Remek Paduch & Kazimierz Dajczak 2008-2018