Boże Narodzenie w Milnie
Dodane przez MariaM dnia Grudnia 25 2010 08:18:19
„Winszuję Was tymi Świętymi Świętami,
byśmy w zdrowiu szczęściu doczekali do przyszłego roku,
od przyszłego roku do stu lat,
póki nam Pan Bóg życia nie naznaczy.”
Te życzenia pamiętam od wczesnego dzieciństwa. Słowa te wypowiadane były zawsze z wielką powagą i podniosłością przed rozpocęciem wieczerzy wigilijnej. Wypowiadał je mój dziadek Jan (Pawłowskie z Paświska), później mój tato Józef, teraz po jego śmierci mój brat Józef. Każdą wigilię, bez względu na gdzie kto mieszka jesteśmy wszyscy w rodzinnym domu, w Pacholętach ( około 20 osób) tj. ja ze swoją rodziną, brat ze swoją i nasza mama, (tato nie żyje od dwóch lat).

Na Milnie przygotowania do świąt Bożego Narodzenia zaczynały się już w okresie Adwentu, kiedy wykonywano dekoracje – kwiaty z bibuły. Kilka dni przed wigilią suszona była pszenica, tłuczona na tzw. stępie – następnie oczyszczana z łusek, a w dniu wigilii robiono z tej pszenicy kutię, która była obowiązkowo w każdym domu.
Dom przed świętami był świeżo bielony, a tuż przed wigilią dekorowany zrobionymi z bibuły różnokolorowymi kwiatami. Dekorowano obrazy, na ścianach. Jak wspomina moja cioci Anna Bajowska (Krąpiec) bukiet ze świeżo przygotowanych kwiatów ustawiano w ich domu pod figurą Matki Boskiej. Łóżka były świątecznie przykryte i tak w nienaruszonym stanie pozostawały przez całe święta.
W dzień wigilii od wczesnego rana trwały przygotowania do wieczerzy wigilijnej i świąt. Przygotowywano potrawy, które w moim domu rodzinnym przygotowywane są prawie wszystkie do dnia dzisiejszego, a przede wszystkim kutia, kapusta z grochem, pierogi z kapustą, gołąbki z kaszy gryczanej w liściach kapusty kiszonej. Kapusta w całości – całe główki była kiszona podczas jesiennego kiszenia kapusty, układano na przemian grubą warstwy siekanej kapusty i warstwy całych główek, które właśnie po raz pierwszy były używane w wigilię do gołąbków, po wcześniejszym oczywiście ich ugotowaniu. Kapustę już coraz rzadziej się kisi w domach, ale w naszym domu jest co roku, między innymi i po to aby mieć kiszone główki kapusty do wigilijnych gołąbków z kaszą gryczaną. Następna wigilijna potrawa to pierogi z kapustą i pierogi na słodko z suszonych owoców tzw.”suszynia”, śledzie w śmietanie lub w zalewie octowej, smażone malutkie pączki – pampuchy, była też przyrządzana kasza jaglana z kompotem z suszynia.
Każdy w rodzinie z niecierpliwością oczekiwał pierwszej gwiazdki, po zobaczeniu której rozpoczynano Święty Wieczór – Wigilię zasiadając do uroczystej kolacji. Sygnałem, że rozpoczyna się wieczerza było wniesienie przez głowę rodziny snopa zboża oraz siana. Snop zboża ustawiał gospodarz w kącie chaty, a siano kładł na stół, który przykrywany był obrusem. Wchodząc do chaty ze słomą i sianem gospodarz składał wszystkim domownikom życzenia „Winszuję Was tymi Świętymi Świętami, byśmy w zdrowiu szczęściu doczekali do przyszłego roku, od przyszłego roku do stu lat, póki nam Pan Bóg życia nie naznaczy”, Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus. Po odmówieniu modlitwy, przełamaniu się opłatkiem zasiadała cała rodzina do wieczerzy. Poza słomą, początek wieczerzy wigilijnej w moim rodzinnym domu jest taki sam do chwili obecnej.
Po wieczerzy gospodarz szedł do zwierząt i podawał im z chlebem specjalny kolorowy opłatek.
Jak wspominają siostry mojego taty, prezenty nie były praktykowane na święta, jednakże rodzice na każde święta sprawiali dzieciom coś nowego z odzieży. Na święta oczekiwano zawsze w podniosłym nastroju i z radością. Po zakończonej wieczerzy, rodzina zasiadała na „dziaduchu” i śpiewała kolędy. Dziaduch to słoma rzucona na podłodze w domu, na której właśnie zasiadano po wieczerzy, a później cała rodzina spała na nim, gdyż jak wyżej wspomniałam łóżka odświętnie zasłane pozostawały w nienaruszonym stanie przez święta. Jak wspomina Adolf Głowacki; „tej nocy wszyscy spali na dziad uchu, a trochę przygaszona lampa świeciła się przez całą noc. Przypominało to stajenkę i gwiazdę betlejemską”. Przez całą noc świeciła się też lampa naftowa.
Na godzinę północą cała rodzina wychodziła z domu na pasterkę, a tonąca w śnieżnej bieli wieś, skrzypiący pod butami śnieg i rozgwieżdżone niebo dodawały uroku tej podniosłej i wyjątkowej atmosferze.
W dzień Bożego Narodzenia, wykonywano tylko absolutnie niezbędne prace, nawet buty wcześniej przed świętami pastowano i glancowano do połysku.
W pierwszy dzień świąt grupa starszej młodzieży odgrywała w każdym domu jasełka, „Herody”. obowiązkowo z Herodem, ministrem, aniołkiem, śmiercią, żandarmem, żydem, diabłem dziadem. Przybycie „Herodów” żandarm oznajmiał dzwonkiem. Odchodząc z domu śpiewali „Wiwat, wiwat już idziemy, za kolędę dziękujemy…” Było przy tym sporo śmiechu i pisku dziewcząt, bo diabeł pokrzykiwał i doskakiwał do nich z widłami, a dziad co dostał od gospodarzy, ładował do przepastnej torby.
W drugi dzień świąt wyruszali kolędnicy. Oddzielnie grupa kobiet, mężczyźni i młodzież. Kolędowano pod każdym domem, po wcześniejszym zapytaniu gospodarza. Pytano „Zakolędować Wam” i zawsze padała odpowiedź „kolędujcie”. Po zakończeniu kolędy jedna z osób z grupy mówiła: „Byłam w kościele, widziałam wesele, Panna Syna porodziła i w żłóbeczku położyła. Jezus maluśki potrzebuje pieluszki, pieluszki przynoszę, a Was Państwo o kolędę proszę. Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus. Na to gospodarz odpowiadał „Na wieku wieków Amen” i dawał datek pieniężny. Datki zebrane przez „Herodów” i „Kolędników” przekazywane były na potrzeby kościoła.
Po wojnie przez długie lata do około 1990 roku również w Pacholętach był zwyczaj kolędowania, chodziły przeważnie kobiety, z taką samą oprawą jak to było na Milnie, a zebrane pieniądze przeznaczano na potrzeby kościoła. Gdy w latach 80-tych w Pacholętach odbudowywano kościół kolędowano również w pobliskich miejscowościach, a zebrane pieniądze przeznaczono na odbudowywany kościół. Jak wspomina Maria Majkut (Krąpiec) były to dość znaczne kwoty.
Bardzo popularne było tzw. „Chodzenie po Szczodrakach” na Nowy Rok. Był to z kolei przywilej dzieci, które od wczesnych godzin rannych po wcześniejszym „nabaraniu” w torby zboża – przeważnie owsa, grupami chodziły od domu do domu. Wchodząc do domu „siejąc zboże” w progu mówili „Na szczęście na zdrowie, na ten Nowy Rok żeby Wam się rodziła pszenica i groch, pszenica jak rękawica, żyto jak koryto, a bób jak żłób”. Gospodarz za życzenia dawał, bułeczkę, ciasto, jabłko, rzadko zdarzał się cukierek lub jaki grosik. Wychodząc z domu z zawołaniem „Czenczerej!!, przechodzono do następnego domu. Bardzo ważne były, aby do domu pierwsza przyszła grupa chłopców, gdyż zwiastowało to dobry Nowy Rok.