Zdając sobie sprawę, że czas biegnie nieubłaganie, a wraz z nim coraz trudniej o relacje bezpośrednich świadków różnych zdarzeń z życia ''Społeczności Mileńskiej", poprosiłam Pan Adolfa Głowackiego, który już wiele napisał o Milnie, aby przybliżył nam i potomnym obyczaje związane ze ślubami i weselami.
Przeżywamy radosny czas Świąt Bożego Narodzenia i myślę, że to dobry czas aby przedstawić naszym Milnianiom opracowanie Adolfa Głowackiego, które przygotował przede wszystkim na podstawie rozmów ze swoją mamą Stanisławą Głowacką.
Bardzo różnią się one od tych które odbywają się obecnie i na pewno warto je poznać. Treść opracowania poniżej - jako artykuł.
Maria Markowicz (Krąpiec)
Świętujemy dziś rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. Jest to piękny dzień, ale dla nas urodzonych w Milnie i Gontowie oraz ich potomków to również dzień pamięci nie tylko o tych którzy walczyli o odzyskanie Niepodległości Ojczyzny, ale i tych którzy płacili za bycie POLAKIEM również w latach II wojny światowej.
Dziś mija kolejna rocznica męczeńskiej śmierci wielu mieszkańców Milna i Gontowy. W Pacholętach od 10 lat w tym właśnie dniu msza święta odprawiana jest przede wszystkim za zamordowanych w tym dniu przed 65-laty wielu mieszkańców Milna i Gontowy.
Adolf Głowacki tak o tym dniu pisze w swojej książce Milno i Gontowa: ”Z niepokojem oczekiwaliśmy listopadowej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Napad banderowców na Milno w dniu naszego narodowego święta, był bardzo prawdopodobny. Zagrożona była oczywiście tylko Bukowina i Kamionka.
11 listopada 1944 roku (sobota), noc zapowiadała się bardzo ciemna. Mżył deszcz ze śniegiem i mrok zapadł wcześnie. Na punktach obserwacyjnych wystawiono wzmocnione warty. Wszystkim zalecono szczególną czujność. Około godziny 20, posterunki wyłapały podejrzane odgłosy z Miśkowego Błota i chlupot wody przy rzece. Natychmiast powiadomiono placówki i ludzi czuwających w mieszkaniach. Mężczyźni i męska młodzież zajęli stanowiska obronne. Łąkami tyralierą skradali się banderowcy. Gdy przekroczyli rzeczkę, wystrzelili rakietę i z okrzykiem hurra, ruszyli na wioskę. W odpowiedzi nasze placówki otworzyły ogień. Zaterkotały karabiny maszynowe i pepesze. Polecały też granaty. Obronę Bukowiny trafnie skoncentrowano na odcinku spodziewanego ataku: od Miśkowego Błota. Miała ona powstrzymać napastników i umożliwić ludności ucieczkę. I to się udało. Nie było sił ani środków na obronę wioski”, ”…Rano z kryjówek zaczęli wyłazić zmarznięci ludzie z trzęsącymi się z zimna i strachu dziećmi i ostrożnie podchodzić do wioski. Z trzaskiem waliły się jeszcze niektóre dopalające konstrukcje. Z lękiem kierowali się do swoich zagród. To co zastali mogło porazić najsilniejszych. Oto nadludzkim wysiłkiem dźwignięta z ruin wieś, znowu zamieniła się w pogorzelisko. 20 lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń, dorobek życia, zmienił się w kupkę popiołu. Mężczyźni nie wstydzili się łez. Tymi twardymi, odpornymi na przeciwności ludźmi, wstrząsał szloch. Widok dopalających się budynków, zwęglonych oraz popękanych zwierząt, trupy ludzkie, ścielące się dymy i swąd spalenizny, lament kobiet i płacz przerażonych dzieci, to obraz, który pozostanie w pamięci do końca życia.
Tej nocy zginęło 14 osób: 11 w Bukowinie i 3. Końcowym aktem tej apokalipsy, był zbiorowy pogrzeb. Zamordowanych złożono do naprędce skleconych trumien, Krakowiaka z rodziną do szafy i sznur wozów w otoczeniu rodzin i sąsiadów, wyruszył z Księdzem Markiewiczem pod kościół, a następnie na cmentarz. Gdy dobiegała końca żałobna ceremonia, z lasu posypały się strzały. Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie”, zamarło wszystkim na ustach. W pośpiechu zasypano groby, ludzie wskoczyli na wozy i galopem wrócili do wioski. Bandyci uważający się za chrześcijan, nawet martwym nie dali spokoju. Nie pozwolili dokończyć chrześcijańskiego obrządku.”Był to ostatni i chyba jedyny tego rodzaju pogrzeb, na naszym cmentarzu. Później zamordowanych grzebano we wsi.”
________________________________________
Swoje refleksje w związku ze Świętem Zmarłych chcę rozpocząć od fragmentu wiersza:
Mamy Święto Zmarłych Dzień listopadowy
Przy grobach najbliższych pochylimy głowy
Wtedy każdy człowiek choć na trochę wróci
Do tych, co odeszli, chwilę się zasmuci
Oni w sercach naszych zawsze miejsce mają
A także w pamięci nieustannie trwają
Więc w tym dniu zadumy do nich powrócimy
Szeptaną modlitwą pamięć ich uczcimy
Boże Wszechmogący, który jesteś w niebie
Dusze naszych bliskich przygarnij do siebie
Miłosierny Jezu wysłuchaj wołanie
Daj dziś wszystkim zmarłym wieczne spoczywanie
Obdarz ich o Jezu nagrodą zbawienia
Niech dostąpią łaski Twego odkupienia.
To bardzo piękne słowa, powodujące wspomnienia o tych którzy odeszli, o naszych bliskich. Ja w sposób szczególny wspominam moich wspaniałych dziadów Marię i Jana Krąpców - Pawłowskie z Paświska, którzy nie żyją już od 40 lat, a których mam ciągle w sercu. Ten rok jest szczególny dla mnie również z tego powodu, że po raz pierwszy będę przy grobie mojego taty Józefa Krąpca, który zmarł w grudniu ubiegłego roku, a który przez wiele lat przybliżał nam swoje rodzinne strony Milno. Nie narzucał nam nic, ale przez wszystkie lata swojego życia często słyszało się "u nas w domu;, "tam na Milnie, a to w jaki sposób mówił, emocje wyrażane słowami jak i śpiewem, sprawiały że nam udzielała się ta wielka tęsknota. Nie boję się użyć tego słowa - i śmiało chcę powiedzieć po prostu - tak jest to wielka miłość do Milna.
Mogłam się o tym przekonać się w czasie naszego majowego wyjazdu na Milno. Pisałam już o tym we wspomnieniach w maju i myślałam, że to minie, ale nie , ta podróż wraca w myślach bardzo często, wywołując łzy i wielkie wzruszenie. Chciałabym powiedzieć - Tato osiągnąłeś cel ja i na pewno jak wielu innych, tak z mojej rodziny jak z innych rodzin "Mileńskich", którym ich rodzice lub dziadkowie sączyli, ale w dobrym tego słowa znaczeniu słowa Milno i Gontowa i wszystko co się z tym łączy, zbierają dobre żniwo.
Milno przed pierwszą wojną światową było pod zaborem austriackim.
Leżało przy samej granicy austryjacko-rosyjskiej.
Pola mileńskie, które dochodziły do granicy nazywano "DO GRANICZNE"
Gdy w roku 1914 wybuchła pierwsza wojna światowa, ogarnęła między innymi Milno.
Wieś przechodziła zarówno pod panowanie Rosjan jak i Austriaków. W okolicy wsi toczyły się ciężkie boje.
Zginęło tam wielu niewinnych żołnierzy z obu stron
Ludność Milna i okolic ewakuowano poza linię frontu.
W okolicy wsi było kilka wojskowych cmentarzy z okresu pierwszej wojny światowej.
Cmentarze nie były ogrodzone.
Jednym z takich cmentarzy był cmentarz "Na Chmielniku".
Znajdował się na Kamionce, po lewej stronie ulicy idąc z Bukowiny w kierunku Krasowiczyny na skrzyżowaniu z Kątkiem.
Żołnierskie groby obłożone były dernią to znaczy trawą.
Na każdym grobie stał drewniany krzyż. Mówiono, że są to groby "madiarów"
Co roku na Dzień Zaduszny wieczorem dzieci szkolne wraz ze swymi nauczycielami szły na cmentarz na Chmielniku aby zapalić świeczkę oraz powiedzieć wierszyk.
Józefa Dec z domu Baran do dzisiaj pamięta wierszyk który mówiła mając 10-11 lat
"Poległeś daleko od swoich
Od nieprzyjacielskiej kuli
I Tatuś Cię nie uściska
Matula Cię nie przytuli
Siostrzyczka już wołać nie będzie
Bracie chodź, zabaw się z nami
Więc my dziś nieznany żołnierzu
Twój grób wieńczymy kwiatami."