Strona Główna ˇ Forum ˇ Zdjęcia ˇ Teksty ˇ Szukaj na stronieWtorek, Listopad 12, 2019
Nawigacja
Portal
  Strona Główna
  Forum
  Wszystkie teksty
  Mapa serwisu

Ilustracje
  Galeria zdjęć
  Album
  Stare mapy
  Stare pieczęcie

Teksty
  Historia
  Przodkowie
  Czasy Pawlikowskich
  Czasy przedwojenne
  II wojna światowa
  Po wojnie
  Zasłużeni Milnianie
  Adolf Głowacki:
Milno - Gontowa
  Ze starych gazet

Plany zagród
  Mapka okolic Milna
  Milno - Bukowina
  Milno - Kamionka
  Milnianie alfabetycznie
  Gontowa
  Gontowianie alfabetycznie

Literatura
  papierowa
  z internetu

Linki
  Strony o Kresach
  Przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe

Konktakt
  Kontakt z autorami

Na stronie
Milno na Podolu
Najnowszy użytkownik:
sszalescy
serdecznie witamy.

Zarejestrowanych Użytkowników: 145
Nieaktywowany Użytkownik: 0

Użytkownicy Online:

maria11:29:25
Kazimierz 6 dni
Jan Lis 1 tydzień
sierp 1 tydzień
AgnieszKal 8 tygodni
Adolf 9 tygodni
zenekt 9 tygodni
MarianSz10 tygodni
maciejm16 tygodni
Remek17 tygodni

Gości Online: 12

Twój numer IP to: 35.175.180.108

Artykuły 330
Foto Albumy 63
Zdjęcia w Albumach 1864
Wątki na Forum 40
Posty na Forum 111
Komentarzy 532
Losowa fotografia
Nowe komentarze
komentarze do zdjęć Bronisław Baran / w śr...
komentarze do zdjęć Maria Baran z dziećmi ...
komentarze do zdjęć żona Mikołaja Baran a ...
komentarze do zdjęć Zbigniew Zaleski w Pod...
komentarze do zdjęć Maria Zaleska w Milaty...
W poczekalni:
Nadesłane Zdjęcia: 0
Nadesłane Artykuły: 0
Nadesłane Linki: 0
Nadesłane Newsy: 1
Ankieta
Z jaką miejscowością jestem związany

Milno

Gontowa

inna w okolicy

żadna w okolicy

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
Współpraca
Strona powstała we współpracy z serwisem internetowym Olejów na Podolu www.olejow.pl

Zagłosuj na nas

KRESY

ROCZNICOWE SPOTKANIE
18 lipca w Rogozińcu, odbyło się spotkanie Milnian i Gontowian, upamiętniające 70 rocznicę osiedlenia na tych ziemiach. Jak co roku rozpoczęło się mszą świętą z wystawieniem przywiezionych kościelnych pamiątek. Tym razem mszą polową. Ksiądz proboszcz w homilii omówił krótko spalenie wiosek, zamordowanych przez banderowców mieszkańców oraz bolesne rozstanie ocalałych z ojczystą ziemią i wyjazd w nieznane. A także przyjazd pierwszego transportu w połowie kwietnia 1945 roku do Zbąszynka i osadnictwo w okolicznych miejscowościach. Upamiętnia to wmurowana w tym roku tablica na budynku dworca. Przypomniał również, że Parlament Ukraiński tym, którzy mordowali Polaków, nadał prawa kombatanckie.
Zebranych powitał Władysław Dec. Szczególnie ciepło witam przybyłych z odległych stron Polski i niestety z przykrością muszę dodać, że najmniej wśród nas jest krajan z miejscowego Rogozińca. Większość młodych pochłonięta jest dorobkiem i swoimi sprawami. Problemy krajowe, utrwalanie pamięci przeszłości przodków, dzieje narodu i patriotyzm, mają dla nich marginalne znaczenie.
Maria Zaleska z Wrocławia omówiła historię odnalezionego, odnowionego i prezentowanego po raz pierwszy metalowego krzyża, który stał na tabernakulum mileńskiego kościoła. Dodałem, że te pamiątki są mi bardzo bliskie, bo z obecnym na spotkaniu Bronkiem Zaleskim, byliśmy tam ministrantami. A ta płyta na budynku dworca, to również symbol przełomu. Tu na tej, jak i na wielu innych stacjach, zakończył się wielowiekowy kresowy i rozpoczął nowy rozdział życia naszej społeczności.
Na początku 1944 roku z nadzieją i lękiem oczekiwaliśmy na zbliżający się front. Z nadzieją, że Rosjanie zlikwidują barbarzyństwo ukraińskie, a z lękiem przed sowiecką władzą, poznaną w latach 1939-41. Nikt jednak nawet w najczarniejszych snach nie przewidział, że to nasze ostatnie dni na ojczystej ziemi. Przeważała jednak nadzieja. Po wkroczeniu wojsk, banda rzeczywiście zapadła się pod ziemię. Mogliśmy nareszcie spokojnie spać. Jakież było nasze zdziwienie, gdy po przesunięciu frontu na zachód, znowu zapłonęły polskie sioła. Banderowcy wyleźli z nor i przystąpili do kontynuowania krwawego dzieła. Po spaleniu wiosek, trwaliśmy w ciągłym zagrożeniu życia. Nie mogliśmy pojąć, że ta bezwzględna władza nie może sobie z tym poradzić. Rosjanie nie tylko nas nie chronili, ale oświadczyli, że mamy się przygotowywać do wyjazdu za Bug, bo tam teraz jest wschodnia granica Polski. W grudniu wszyscy przenieśliśmy się do gminnego miasteczka Załoźce, gdzie działał już Urząd Ewakuacyjny. Do każdego domu dokwaterowano po dwie, trzy rodziny. Posiłki gotowano na zmiany. Spaliśmy pokotem na rozkładanej słomie. Rozprzestrzeniła się wszawica. Ludzie ustawili się w kolejce przed Urzędem z Pełnomocnikiem PKWN, po dokumenty wyjazdowe i przydział do transportu. Miał on już przeszkoloną obsadę, pieczęcie i druki kart ewakuacyjnych.
Nie wiedzieliśmy wówczas, że Roosevelt i Churchill, sprzedali Stalinowi pół Polski, a nas wydali na łup barbarzyńcom i skazali na wygnanie. Ci obrońcy Praw Człowieka, pozbawili nas nie tylko praw, ale i złudzeń, że to określenie ma jakikolwiek sens. Naszymi ziemiami zapłacili Stalinowi za główne ponoszenie ciężarów walk z Niemcami. Stalin z kolei dał swobodę bandom, aby przyspieszyć usuwanie Polaków. Formalne decyzje w sprawie wschodniej granicy Polski zapadły dopiero w lutym 1945 w Jałcie, ale nasz pierwszy transport odszedł do Przemyśla już 20 stycznia. Drugi 30 skierowano do Tomaszowa Lub. Trzeci dotarł tam w połowie lutego. Stalin z wyprzedzeniem zaprowadzał nowy ład, bo miał na to zgodę sojuszników. Resztę ludzi przewieziono na stację w Zborowie i pozostawiono na rampie. Tam ponad miesiąc, pod gołym niebem, na mrozie, oczekiwali na wagony. Trawiły ich wszy i choroby. Z wycieńczenia, zimna i głodu zmarła Anna Zając z dwiema córkami. Zmarło też sporo osób z innych wiosek. Przy stacji powstał pokaźny cmentarzyk wygnańców - opowiadał Bronek Zaleski. Spoczęła tam również jego babcia.
Czwarty transport w ostatnich dniach marca skierowano bezpośrednio na tereny poniemieckie do Zbąszynka, a kolejne do Kluczborka, Byczyny, Brzegu, Gliwic i Kłodzka. Milno liczyło 2800 mieszkańców, z czego połowę stanowili Polacy. W Gontowie mieszkało wyłącznie 420 Polaków. Te zżyte od wieków społeczności przestały istnieć. Nie tylko oderwano je od korzeni, ale pozrywano różne więzi i rozproszono po całym zachodzie i kraju. Trudno opisać jak bolesne było opuszczenie rodzinnego domu, ale nie mieliśmy wyboru - tylko tak mogliśmy ratować życie. Sytuację pogarszał fakt, że nie wiedzieliśmy, jaki nas czeka los.
Najlepiej trafili skierowani bezpośrednio na Zachód, bo osiedli na gospodarstwach z tym, co Niemcy zostawili. Bronek Zaleski, gdy go odwiedziłem w Brójcach powiedział: „W tym pokoju tylko tapczan, fotele, ława i tapeta są nowe. Reszta jak w 1945 roku”.
Nas koło Tomaszowa osiedlono pojedynczo i po dwie rodziny, na gospodarstwach poukraińskich. Ich w tym czasie przesiedlono na nasze tereny. Mały w większości areał, zapewniał jedynie skromną wegetację. Wiosną spora grupa, skuszona większymi samodzielnymi gospodarstwami, przeniosła się w rejon Przemyśla. Znaleźli się jednak znowu w strefie aktywnej działalności UPA. Co prawda wojsko przystąpiło do likwidacji band, ale nasi ludzie gorzko doświadczeni, nie czekali aż padnie ostatni bandyta i do końca roku prawie wszyscy wyjechali na tereny zachodnie.
Po zakończeniu wojny, władze zaczęły zachęcać do wyjazdu na Ziemie Odzyskane. Nie było to już masowe przesiedlenie. Wyjeżdżał, kto chciał. Mogli z tego skorzystać również miejscowi. My na początku lipca grupą 17 rodzin załadowaliśmy się na wagony w Bełżcu i oczekiwali na podłączenie do jakiegoś transportu. Tam przeżyłem rzadką radość. Ktoś krzyknął „Piotr Idzie!” Jaki Piotr? - myślę. Ale poleciałem z innymi w kierunku nadchodzącego z walizkami mężczyzny. Patrzę i oczom nie wierzę. Przecież to mój tato. Nieświadomy niczego wracał z niewoli niemieckiej do domu. W Lublinie trafił na naszych żołnierzy, którzy mu wyjaśnili sytuację za Bugiem i że jego rodzina jest koło Tomaszowa. Tak w ostatniej chwili, po sześciu latach rozłąki, dołączył do nas. W zupełnie innych nastrojach wyruszyliśmy na drugi etap naszej tułaczej wędrówki. Znowu w nieznane, ale razem i z nadzieją na poprawę bytu. Podróż okazała się długa i męcząca, z wielodniowymi postojami - trwała ponad sześć tygodni.
Wszystkie stacje były zatłoczone transportami wojskowymi, powracającymi z robót w Rzeszy i z wygnańcami kresowymi. Tych na bocznicach stało najwięcej. Jechało też sporo różnej maści szabrowników na rabunek niemieckiego mienia. Inni wracali obładowani łupem. Wielu siedziało na dachach. Już nigdy później kolej nie była tak przeciążona, jak w czasie tej wielkiej wędrówki ludów. Pierwszeństwo przejazdu miały transporty wojskowe i z mieniem zdobycznym wywożonym do Rosji. Wszędzie grasowali złodzieje. Rosjanie też prowadzili rozbój w biały dzień. Na noc wagony ryglowaliśmy od środka, a przy zwierzętach zawsze ktoś czuwał. Mężczyźni, którzy wrócili z wojny, chodzili w mundurach. To trochę odstraszało napastników. Po tygodniu skończyły się zapasy paszy i spiętrzyły trudności żywieniowe. Na postojach ludzie rozbiegali się z sierpami, aby ściąć trochę trawy dla zwierząt. Krowy nas żywiły. Coś ciepłego można było ugotować jedynie na ogniskach przy transporcie. Niejednokrotnie zwykłą kartoflankę dogotowywano na kilku postojach. Na gwizd lokomotywy gorące garnki wstawiano do wagonów i jechaliśmy dalej. Teoretycznie wyżywienie zabezpieczały punkty Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Rozmieszczono je jednak tylko na większych stacjach i rzadko trafiał się tam postój.
Tereny zachodnie okazały się atrakcyjne. Wszędzie budynki były murowane, osiedla okazałe i zadbane, a wysokie kominy wskazywały na uprzemysłowienie. Krajobraz psuły dość liczne zniszczenia wojenne. Nasz transport zatrzymał się w Pyrzycach. Śródmieście zalegały ruiny. Tylko w bocznych ulicach trochę budynków ocalało. Zarówno one jak i domki na obrzeżach ogołocono już z wartościowego wyposażenia, ale były umeblowane i nadawały się do zamieszkania. Przykre wrażenie robił ogólny bałagan, powybijane szyby i porozrzucane pierze. Miastem chyba jeszcze rządzili Rosjanie.
Sądziliśmy, że nas wyładują i osiedlą w jednej z pustawych wiosek. Po kilkudniowym postoju powlekli jednak dalej. 20 sierpnia pociąg zatrzymał się w Chwarstnicy. Przed nami było już tylko Gryfino i Odra - nowa zachodnia granica Polski. Wichry wojny zagnały nas z Kresów Wschodnich na Zachodnie. Stąd przewiezieni zostaliśmy do odległej, położonej nad Odrą Ognicy. Tuż za zabudowaniami płynęła rzeka. Władzom zależało na wypełnieniu jednego z ostatnich pustostanów. Po rozpoznaniu wszyscy orzekli, że za mało tu gruntów rolnych, daleko do stacji kolejowej i miasta. Nie brakowało natomiast komarów. Nad łąkami unosiły się chmary tych krwiopijców. Mężczyźni natychmiast wyruszyli na poszukiwanie innej wioski.
Ostatecznie końcową naszą przystanią, stały się Pacholęta i pobliski Czarnówek. Mieszkało tu już kilka rodzin kresowych i sporo powracających z robót w Rzeszy. Ci ostatni w większości tymczasowo i gdy wyjechali, rodziny z Czarnówka przeniosły się na opuszczone przez nich gospodarstwa. W taki sposób, ta mała wioska została zdominowana przez naszą grupę przesiedleńczą. Co prawda 5 rodzin wyjechało, ale grupę wzmocniły trzy rodziny z Przemyśla i dwie z Wierszczycy.
Niemców przesiedlono wcześniej. Wojsko dawało im 24 godziny na przygotowanie, formowało w kolumny i doprowadzało do Odry. W drodze często napadali je czerwonoarmiejcy, ale płoszyli ich silną strzelaniną w górę. Dalej kolumnę przejmowali Rosjanie i tam mieli już pełną swobodę działania. To żołdactwo napadało też na Polaków. Pacholęta żyły w ciągłym zagrożeniu napadów jednostki z Czarnowa. Uspokoiło się dopiero, gdy przydzielono wiosce ochronny oddział żołnierzy polskich.
Usuwanie z tych terenów Niemców, było następstwem naszego wygnania. Mocarze musieli gdzieś ulokować milionowe rzesze wypędzonych Polaków, choć zrobili to z dużymi zastrzeżeniami. Churchil obawiał się nawet, aby polska gęś nie udławiła się tak dużym niemieckim kęsem. Zachodnią granicę Polski wymusił Stalin.
Najwięcej naszej ludności osiadło na obszarze woj. lubuskiego, zachodnio-pomorskiego i opolskiego. A oto rozmieszczenie rodzin z Milna i Gontowy:

Dolnośląskie 16 - 18
Kujawsko-Pomorskie 4 - 4
Lubelskie 3 - 2
Lubuskie 111 - 10
Opolskie 33 - 30
Podkarpackie 2 - 8
Śląskie 20 - 0
Wielkopolskie 3 - 1
Zachodnio-Pomorskie 47 - 2
Inne 18 - 3
-----------------------------------------------
Razem 257 - 78

Największe skupiska powstały w Lutolu Suchym 29, Rogozińcu 26, Brójcach 13, Starym Dworze 11, Pacholętach 16, Sulimierzu 12, Dzierzgowie 10, Wojcieszynie 12 i Prążeniu 11.
Nasza grupa jako ostatnia, dotarła do Pacholąt 8 września. Zajęliśmy niechciane resztki. Wszystkiego nam brakowało. Muszę przyznać, że władze zrobiły wiele, aby pomóc osadnikom przetrwać kryzysowy rok. Wojsko i pierwsi osadnicy skosili poniemieckie żyto oraz posadzili trochę ziemniaków. Jesienią wymłócone zboże i zebrane ziemniaki podzielono na rodziny. Nie zmarnował się też żaden owoc. Wszystko suszono i robiono zapasy na zimę. Mimo małej liczby koni udało się też zasiać trochę oziminy, by uniknąć głodu w następnym roku. W 1946 osadnicy wojskowi otrzymali konie nieodpłatnie, natomiast pozostali za 30 kwintali zboża z rozłożeniem spłaty na 10 lat. Na podobnych warunkach przydzielono też krowy. Życie wyraźnie się stabilizowało. Wkrótce w chlewach zaczęły pochrząkiwać świnie, a koguty o świcie przypominały, że czas rozpoczynać kolejny dzień pracy. Nową rzeczywistość zaakceptował nawet kot poniemiecki. Ludzie po znacznym głodzie ziemi, z furią ruszyli w pole. Każdy orał gdzie chciał i ile chciał. Szare hektary ugorów szybko przemieniły się w czarną rolę i niedostatek został przepędzony.
Choć warunki były tu lepsze, zapuszczanie korzeni w nową ziemię okazało się powolnym procesem, bo długo utrzymywało się poczucie tymczasowości. Większość była przekonana, że wrócą tu Niemcy a my pojedziemy na swoje. Ludziom nie mieściło się w głowach, że można komuś zabrać jego własność. Byli też tacy, którzy mimo przykrych doświadczeń, wciąż żyli mrzonkami. Łudzili się, że mocarstwa zachodnie zaatakują Rosję i przywrócą stary ład. Sporo wody upłynęło nim zrozumieli, że oni kierują się wyłącznie swoimi interesami.
Muszę tu podkreślić ówczesną radość życia. Już w 1945 zaczęła brać górę nad troskami, choć życie nie skąpiło jeszcze kłopotów i problemów. Rok 1946 i następne, to już nie przebłyski, a eksplozja tłumionej przez wojnę radości. Skończyły się lata zniszczeń, grozy, bezprawia, przemocy, pogardy dla człowieka, smutku i poniewierki. Dla nas skończył się ponadto koszmar barbarzyństwa ukraińskiego. Było się, więc, z czego cieszyć.
Ludzie rozjechali się po Polsce do dawnych sąsiadów, przyjaciół i bliskich, aby w odwiedzinach, na weselach i chrzcinach powspominać stare dzieje, zaśpiewać urokliwe pieśni kresowe, zawirować poleczce i pośmiać do syta.
W kolejnych latach gospodarstwa ograniczono do 10 ha i na krótko stłumiono kolektywizacją. A po tym długo niszczono kontyngentami.
Nikogo niema już z tych, którzy te ziemie zagospodarowywali, ożywiali i tchnęli w nie polskiego ducha. Wszyscy spoczywają na cmentarzach rozsianych po całym Zachodzie i kraju. Do końca w koszmarach sennych wracały im obrazy płonącej wioski, pokrytych zakrzepłą krwią bliskich i sąsiadów oraz spalone zwierzęta. Do końca nie mogli pojąć jak chrześcijanie mogli dokonać takich rzezi, popi święcić narzędzia zbrodni i rozgrzeszać morderców. A także, dlaczego ci ludobójcy nie są karani. Niemcy potępili zbrodnie hitlerowskie, Rosjanie stalinowskie, a Ukraińcy wciąż trwają na ponurych szańcach banderowskiej przeszłości. Główni zbrodniarze hitlerowscy zostali powieszeni, a żadnemu ukraińskiemu włos nie spadł z głowy. Zachodni obrońcy Praw Człowieka, przywódców serbskich za dużo mniejsze przestępstwa, stawiają przed Międzynarodowym Trybunałem Stanu, a przeoczyli 200 tysięcy zamordowanych kresowych Polaków. Przeoczyli ludobójstwo dokonane przez UPA. Ta polityka i tolerancja polskich władz, przyczyniły się do odrodzenia banderowskiego nacjonalizmu na Ukrainie. Tam w każdej większej miejscowości stoją pomniki morderców naszego narodu.
W ubiegłym roku na Gontowieckiej Górze, zgromadziły się władze, duchowieństwo i ludność, na uroczystości ustawienia olbrzymiej narodowej flagi. Widać ją okolicznych miejscowości trzech powiatów. Dołem na maszcie umieszczono tablicę z napisem: BORCAM ZA WOLIU UKRAINY. Choć napis jest ogólnikowy, nie ulega wątpliwości, że przypomina głównie o heroizmie, sławnych czynach i zasługach UPA. A są one nie byle jakie - jak pisze ich korespondent. Na miejscu po tętniącej życiem wiosce, tylko nazwa góry została. Od wschodu widać skrwawioną Berezowicę, a od zachodu okaleczone Milno z ruiną kościoła. W obrębie widnokręgu tej góry nie ma wioski bez grobów lub rozrzuconych kości ich ofiar. Przytoczę tylko te z największą liczbą zamordowanych: Berezowica 130, Kołodno 500, Ihrowica 90, Wyszogródek 150, Podkamień 250, Palikowy 300, Huta Pieniacka ponad 1000. Po tej ostatniej, podobnie jak po Gontowie, ślad nie został. Większość z nich została w okrutny sposób zamordowana.
I nad tym dorobkiem, powiewa teraz dumnie ukraińska flaga. Za naszej bytności stał na niej żelazny krzyż – symbol odkupienia, przebaczenia, pojednania i miłości bliźniego. Teraz nienawiści, mordu i pożogi.
Zbrodniarze stalinowscy mordowali oficerów polskich strzałem w tył głowy i zamęczali ofiary w obozach zagłady. Podobnie postępowali oprawcy hitlerowcy. Ale nie obcinali rąk i nóg, nie zdzierali pasów skóry, nie przerzynali ofiar piłą, nie rozrywali końmi i nie rżnęli dzieci w sieczkarniach. A ci zwyrodnialcy za to, zostali wynagrodzeni prawami kombatanckimi. Oficjalnie za walkę z Niemcami i Rosjanami. Ten bezprzykładny akt antypolskości i kłamstwa, nie spotkał się niestety z żadną reakcją naszych władz. A powinien zostać potępiony i ostro oprotestowany. Prezydent Komorowski powiedział, że każde państwo ma prawo do swojej oceny. To prawda. Ale ma też obowiązek bronić swoich obywateli i chronić pamięć tych, którzy oddali za nie życie. Za tę inicjatywę Poruszenko powinien otrzymać dożywotni zakaz wstępu do Polski, a stał na Westerplatte z czarnoczerwoną banderowską rozetką, drwił z naszego narodu i profanował pamięć przez UPA pomordowanych.
Panie Poruszenko, to nie są bohaterowie, lecz zbrodniarze. UPA została powołana do mordowania Polaków, a nie walki z okupantami. Pierwsza w dziejach Europy wydała wojnę bezbronnej cywilnej ludności. To kłamstwo, że walczyła z Niemcami i Rosjanami. Ukraińska dywizja SS Galizien licząca 90 tysięcy (9 normalnych), wspierała Niemców na froncie wschodnim. Jak więc w tej sytuacji UPA mogła występować przeciwko nim. Z Rosjanami nawet nie próbowała podejmować walki, bo nie miała szans. Jedynie wykryte grupy broniły się, bo czekała ich śmierć lub wieloletnia katorga. Kłamiecie, że UPA wywalczyła Samostijną. Zapisała jedynie czarną kartę w historii Ukrainy i wsparła Rosjan przy wcielaniu tych ziem do Rosji. To polski ruch Solidarność przyczynił się do powstania Ukrainy. Kłamiecie, że UPA walczyła z Polakami. To nie była walka, lecz rzeź. Kłamiecie też, że AK tak samo postępowała z Ukraińcami. Było to niestety tylko kilka odwetowych akcji lokalnych oddziałów. Akcji bez rzezi. Prawdą natomiast jest, że UPA zamordowała wielu Ukraińców, którzy chronili Polaków, lub byli przeciwni zbrodni.
Ukraina już bez żenady wkroczyła na drogę antypolskiego banderyzmu i w tym duchu wychowuje młodzież. Działacze organizują różne uroczystości i imprezy, na których głoszą chwałę heroiw UPA i nawołują do wzorowania się na ich czynach. Historycy przypominają też, że część ukraińskiej ziemi, wciąż pozostaje pod okupacją polską. Ta postawa nie pozostawia złudzeń dotyczących losów „strategicznego partnerstwa”. Prawdziwą przyjaźń można zbudować wyłącznie na prawdzie. Dlatego tak ważne są te nasze spotkania i przypominanie tragicznej przeszłości, aby już nigdy się to nie powtórzyło.
Po części oficjalnej wszyscy zasiedli do obiadu, a po nim potoczyły się długie rodaków rozmowy. W trakcie jak zwykle doszło do spięć na tle różnego pojmowania naszej rzeczywistości. Różnice poglądów są zjawiskiem normalnym – były, są i będą. Przykre, że ujawniły się też spore pokłady nienawiści. Wydawało się, że po odzyskaniu niepodległości decydenci zajmą się leczeniem okaleczeń socjalistycznych i jednoczeniem społeczeństwa. Niestety przystąpili do jeszcze większych podziałów i rozniecania nienawiści. Po 25 latach niepodległości, część nadal śpiewa „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie.
Najstarszym wręczono upominki i odśpiewano tradycyjne „Sto lat …”. Poruszano też nikły udział miejscowych i padały propozycje kolejnego zjazdu w innym miejscu. Może w Pacholętach - zasugerował Czesiek Głowacki. Tam na pewno nie zabraknie miejscowych - dodał. Po obiedzie wszyscy przenieśli się w plener pod wiatę, na bigos parówki i Harnasia. Pod wieczór uczestnicy zaczęli się żegnać, bo wielu miało przed sobą szmat drogi. Wyjazdy rozpoczęło chóralne: „Do widzenia, do widzenia, do miłego zobaczenia…” - grupy pacholęckiej.
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Zbąszynka, zobaczyć pamiątkową tablicę oraz obelisk i wystawę na dwóch dużych tablicach przed budynkiem dworca, poświęconą rzeziom wołyńskim, mordom na południowo-wschodnich Kresach i losom wojennym rodaków. Sporo miejsca zajmują dokumenty Józefa Zaleskiego, który w 1939 roku dostał się do niewoli rosyjskiej, szczęśliwie przetrwał łagry i z armią Andersa przebył cały szlak bojowy, z Monte Cassino włącznie. Stare dokumenty, zdjęcia i artykuły oprawione w folię tak eksponowane, przykuwają uwagę wielu przechodniów. Wystawione w budynku, rzadko, kto by obejrzał.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
O projekcie
Inicjatorem i fundatorem założenia strony był Milnianin, Pan Władysław Zaleski z Warszawy. Od roku 2009 projekt Milno na Podolu jest prowadzony nieodpłatnie przez wolontariuszy. Coroczna opłata za miejsce na serwerze internetowym i nazwę domeny milno.pl jest pokrywana ze składek uczestników Zjazdów Milna i Gontowej
Zmień wygląd strony
Skórka
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Krótkie wiadomości
Tylko zalogowani mogą dodawać krótkie wiadomości.

~zalz
DATA: 25/05/2019 19:56
Polecam książkę, druk komputerowy Dolka Głowackiego ze Szczecina poswieconą wsi Milno. Zbyszek Zaleski, Franusiów i Krawców syn

~marikot
DATA: 17/06/2018 09:14
Poszukuję info o Mariannie Formickiej z matki Wójtowicz

^Kazimierz
DATA: 03/01/2017 15:59
Użytkownika 'kasia88' prosimy o kontakt z administratorami

^Kazimierz
DATA: 15/10/2016 14:45
Użytkownika 'Lemona' prosimy o kontakt z administratorami

^Kazimierz
DATA: 20/07/2016 22:44
Użytkowniczka 'sylwiab' proszona o kontakt z administratorami

^Kazimierz
DATA: 17/03/2016 15:53
Użytkownika 'anna drozda' prosimy o kontakt z administratorem

^Kazimierz
DATA: 26/11/2015 22:28
Dzięki Maciejowi nowy album: Milnianie na Cmentarzu w Lutolu Suchym

^maria
DATA: 10/08/2015 21:02
W VIII Zjeździe Milnian i Gontowian udział wzięło 80 osób

~zalz
DATA: 22/01/2015 18:37
W polu, chyba za zagroda Hanki Szewcowej (ur. ok 1920), przy dekunkach , czyli na Drugim KOncu Milna, vis-a-vis zagrody Galuszy i FUtryka zostala zakopana butelka z dokumentacja organizacji Armii Kraj

~zalz
DATA: 22/01/2015 18:27
Marysia, krzyż dostojnie i "artystycznie" się prezentuje; dufam, ze Milnianie wesprą tę renowację. Księgi koscielne są bezcenne. zbyszek zfranusiów/krawców

Najnowsze zdjęcia

zdjęcia mikołaja Dec 15


..



Dzwon


Bukowina


Gontowa


cmentarz 2018


Cmentarz


Cmentarz

Security System 1.7 Š 2006 by BS-Fusion Deutschland
CTracker - cback.de


Copyright ©Grupa Przyjaciół Milna. Wykonanie: Remek Paduch & Kazimierz Dajczak 2008-2018